Ale ten czas leci… Ostatni wpis prawie 50 dni temu 🙁

Jak zwykle brakuje mi czasu na pogodzenie wszystkich obowiązków, a tych wciąż przybywa.

Sporo pracy, nowych zleceń, a także chęć ciągłego rozwoju w  moim „sushimasteringu” sprawiają, że blog pokrył się kurzem, ale… postaram się wszystko poukładać i będę pojawiał się tu regularniej.

Jeżeli chodzi o dietę to udało się osiągnąć kolejny cel, czyli do końca listopada zejść z wagą poniżej 90kg!

Niestety nie idzie już tak szybko jak na początku, ale ważne że idzie w dół – tylko cholernie wolno!

Ruch…

Tego ostatnio brakuje mi chyba najbardziej. Pogoda do dupy więc rower robi za mebel (cierpię). Muszę w końcu ruszyć dupsko i pójść z Mańkiem na squasha bo obiecałem, że pójdę jak na wadze z przodu pojawi się ósemka 🙂

Na szczęście przynajmniej raz w tygodniu mogę pograć w piłkę..

Zakupiłem nowe rękawice, które po raz pierwszy miałem przyjemność testować w niedzielę – jaram się, bo okazały się jednym z lepszych zakupów w tym roku 😀

Dieta…

Obiecałem, że będą pojawiały się przepisy, ale tak cholernie nie chce mi się robić zdjęć… obiecuję poprawę  😉

Poza tym, robiłem (nie dla siebie) po raz pierwszy w życiu pierogi i wyszło na to, że umiem 😀

 

No i standardowo – sushi.

Nadal w weekendy trzaskam zestawy na zamówienie. Odprężam się, ale i wkurrrr…rzam, bo jak zwykle jestem w pupie z czasem…

Na szczęście efekt końcowy wynagradza mi wszystko, bo sushi oprócz tego, że pyszne to  jeszcze dobrze wygląda 😛

 

Tyle kręcenia, a i tak na koniec zjadam placka 😀  Taki mój cheat…

W tygodniu nie do złamania. Zdrowe odżywianie przede wszystkim, nie ulegam pokusom, nie piję browara i nie żrę sajgonek 🙂

P.s.

Robiłem badania – lekarz pogratulował wyników 😀 Zbiłem cholesterol, wszystko w normie, ciśnienie też zaczęło się stabilizować. Efekty widać gołym okiem 🙂